Newer posts are loading.
You are at the newest post.
Click here to check if anything new just came in.
W którymś momencie w sposób niezauważony straciłem wiarę w najprostszy i najpiękniejszy scenariusz w stylu "Ja chcę, Ty chcesz, jesteśmy razem i razem ratujemy świat i małe kotki". 

Nie tylko dlatego, że zwykle po "Ja chcę" nie ma nic więcej, raczej przez to, że między "Ja chcę", a "Ty chcesz" jest całe morze wątpliwości, niedopowiedzeń, przepaści i murów nie do przekroczenia, które jak już się przekroczy, to powinno być dobrze, te sanktuaria dla zwierząt i wspólne spacery przy minus dwanaście z twarzami owiniętymi szalikami do uszu. 

Ale czasem "Ty chcesz" to też jest taki miraż, takie optymistyczne założenie, oddanie komuś serca na słowo honoru, na uroczyste przyrzeczenie. I gdzieś w trakcie wspólnego ratowania świata okazuje się, że "Ty chcesz" niekoniecznie chciało i "Ty" znika i zostaje tylko Ja. I to ja musi się samo ratować przed światem i przed sobą. To jest jedna z najboleśniejszych lekcji, jakie może dać życie. 

Po pewnym czasie przy odrobinie szczęścia prostujesz kark i świata już nie uratujesz, siebie tym bardziej nie, ale kotki zawsze można i trzeba ratować. I może po drodze też kogoś innego.
— Idź sobie
Reposted fromblackismycolour blackismycolour viaSenyia Senyia

Don't be the product, buy the product!

Schweinderl