Newer posts are loading.
You are at the newest post.
Click here to check if anything new just came in.
Przypuśćmy, że znałeś kogoś dawno temu. Dzieliliście się sobą, spijając siebie nawzajem. Potem oddaliliście się od siebie, życie uniosło was w różnych kierunkach, więź nie była dość mocna. Albo rozdzieliły was siły wyższe. Po latach znów spotykasz tę osobę, w tej samej powłoce, i przechodzicie przez wszystko od początku. Co cię przyciąga? Czy to ta sama osoba? Zapewne tak samo się nazywa i tak samo wygląda, ale czy to oznacza, że się nie zmieniła? A jeśli nie, to czy wszystko, co się wydarzyło, traci na znaczeniu? Ludzie się zmieniają, ale jak bardzo? Jako dziecko wierzyłem, że jest coś takiego jak esencja osoby, coś w rodzaju rdzenia osobowości, wokół którego czynniki zewnętrzne zmieniają się i ewoluują, nie uszkadzając integralności tego, kim jesteś. Później przekonałem się, że był to błąd percepcji, wynikający z metafor, których używamy do samookreślania się. To, co uważaliśmy za osobowość, nie było niczym więcej niż ulotnym kształtem jednej z przepływających obok nas fal. Albo, sprowadzając to do ludzkiej skali, kształtem piaszczystej wydmy, powstałej w odpowiedzi na bodźce. Wiatr, grawitacja, wychowanie. Podłoże genowe. Wszystko podlega erozji i zmianom. Jedyny sposób na pokonanie tego, to pójść do wieczystej przechowalni.
— Modyfikowany Węgiel - Richard Morgan
Reposted fromPoranny Poranny viagdziejestola gdziejestola

Don't be the product, buy the product!

Schweinderl